Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mark ronson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mark ronson. Pokaż wszystkie posty

sobota, listopada 03, 2007

Wino to release 3rd studio album in 2008?

Amy Amy a.k.a. Wino czy też Łajno najprawdopodobniej jeszcze w 2008 roku zaszczyci nas swoim trzecim studyjnym krążkiem. Tak przynajmniej twierdzi Mark Ronson, który bynajmniej jeszcze niedawno zarzekał się, że z Winehouse już nigdy pracować nie będzie. Wydaje się jednak najprawdopodobniej być bardziej dochodowa niż możemy sobie to wyobrazić, skoro pan Ronson zapomniał o dawnych urazach i bliznach i przyjął Wino z otwartymi ramionami. Podobno piosenkarka ma jeszcze w tym miesiącu wejść do studia. Podobno w tej chwili Amy komponuje nowe kawałki, które brzmieniem mają przypominać jazzowe standardy. Wymyślę dla niej jakieś aranże i może trochę zamieszam z chórkami i dodatkowymi beatami. Nie sądzę, abyśmy nagrali podobny materiał do poprzedniego. Już nie chcę, aby śpiewała jak artyści z lat 60 czy z Motown. Chciałbym, aby zabrzmiała nieco starzej, bardziej ponuro. Wszystko jednak zależy od jej piosenek. - podaje Ronson. Cóż, zobaczymy co z tego wyjdzie...

Ponadto już za dwa dni, bo 5 listopada ukazuje się reedycja "Back To Black", wzbogacona o dodatkowy krążek z b-sidami, które wszyscy już zapewne doskonale znamy oraz wersjami demo "Some Unholy War" i "Love Is A Losing Game". Więcej informacji możecie znaleźć na przykład na hmv.co.uk. Tego samego dnia premierę miało będzie także pierwsze koncertowe DVD Amy.

środa, października 17, 2007

Nowy John Legend latem 2008

Jak podaje rap-up.com nowy album Johna Legenda ukaże się latem 2008 roku. Wokalista nagrał już na niego 3 utwory. W jednym z nich towarzyszy mu, NIESTETY (!), will.i.am.. Cieszę się na nową płytę Johna, nawet pomimo tego will.i.ama. Jestem chyba w tej mniejszości, której podobało się ostatnie wydawnictwo Legenda, Once Again. Może nie było na nim takich fajerwerków, jak np. Used To Love U, ale był spójny i klimatyczny, w sam raz na taką porę roku jak teraz. Taka płytka zachęcająca do picia kakao, spacerów wśród suchych liści po parku i używania partnera jako podgrzewającej poduszki elektrycznej. A zatem John powraca w przyszłe wakacje, oby ! W międzyczasie zobaczymy nakręcony w Zanzibarze i Tanzanii teledysk do utworu Show Me, a w nowej wytwórni Johna HomeSchool/Atlantic Records wyjdzie album brytyjskiej wokalistki Estelle, na którym usłyszymy jej kolaboracje z Wyclefem Jeanem, will.i.amem, Swizz Beatzem, Markiem Ronsonem, Kanye Westem, Cee-Lo i samym Legendem. Rozumiem, że deficyt oryginalności w USA sięgnął takiego poziomu, że tę trzeba sprowadzać zza Oceanu. Cóż ...

piątek, września 14, 2007

Nowy klip: Mark Ronson ft. Amy Winehouse "Valerie"

Kolejnym singlem z albumu Marka Ronsona "Version" jest kolaboracja z Amy Winehouse - przeróbka utworu grupy The Zutons, "Valerie". Jak zapewne wiecie, Amy przechodzi ostatnio całą masę problemów osobistych, alkoholowych, narkotykowych, małżeńsko-bijatykowych, etc. Nikogo nie zaskoczyło więc, że nie pojawi się ona na planie teledysku do wspólnego singla z Markiem. Ronson jednak wkurzył się na Winehouse, bo ta zamiast się kurować, wygrzewała plecki na wakacjach - postanowił, że nakręci sobie klip bez niej. Amy zastępują w nim... The Winettes! ;D Każda z tych pań ma w sobie coś z Amy - a to fryzurę, a to makijaż, a to ubranie. Moim zdaniem video wyszło bardzo ciekawie, pomysł jest niebanalny i nie wiem, czy z panią Wino nadal byłoby tak nietuzinkowo. ;)

A jeżeli pozostajecie bardzo spragnieni widoku Amy Winehouse, to na pewno z chęcią zerkniecie na fragment jej sesji dla AOL, gdzie zaśpiewała akustyczną wersję "Valerie" - po prostu szczęka opada!

wtorek, września 04, 2007

Poznajcie Daniela Merriweathera

Jako że przepis na Marka Ronsona został już podany zajmijmy się zatem przedstawieniem jednego z jego składników. Zwie się Daniel Merriweather , ma 25 lat i pochodzi z Australii. Z wyglądu przypomina z lekka zmutowanego Robina Thicke'a, zas głosowo to Justin Timberlake, tylko że lepszy, choć ma o wiele mniej szczęścia. Daniel o, przynajmniej jak dla mnie, trudnym nazwisku wystartował w 2004 roku i do razu został okrzyknięty nadzieją autralijskiego rynku muzycznego. Skończyło się jednak na pozytywnych opiniach, 2 singlach (She's Got Me oraz City Rules) i australijskiej nagrodzie ARIA w kategorii Best Urban. Aż do czasu tegorocznego wydania Stop Me, które i tak przypisujemy na konto Markowi Ronsonowi, Daniel milczał. Okazyjnie występował gościnnie w nagraniach rodzimych artystów spod znaku R&B i Hip-Hopu, supportował Kanye Westa na jego australijskiej odnodze trasy i Justynę T. w Londynie. Bardzo możliwe, że to właśnie dzięki sukcesowi, jakie dało Danielowi Stop Me, chce on reaktywować swój debiut, bo chyba nie możemy mówić tu o powrocie, skoro tak naprawdę Daniel jeszcze nigdy nie zaistniał. I tak Merriweather, pod okiem m.in Marka Ronsona (niespodzianka, non?) i Justina Stanley'a, pracuje nad albumem, który ma ujrzeć światło dzienne w początkach 2008 roku. Podobnież ma on nosić tytuł The Fifth Season. Podobnież. Miejmy nadzieję, że Daniel ponownie nie zniknie zostawiając nas z pustymi rękami, bo byłoby szkoda talentu o takim kalibrze. W oczekiwaniu na album i w celu zapoznania się z Danielem o trudnym, jak dla mnie oczywiscie, nazwisku zapraszam na jego myspace. Jak dla mnie, chlopiec z takim glosem móglby się nigdy nie zamykać.

niedziela, września 02, 2007

Przepis na jednego Marka Ronsona na wiele osób

35-letni Mark Ronson to niezaprzeczalnie jeden z najbardziej oryginalnych producentów ostatnich miesięcy. To spod jego ręki wychodzą intrygujące zjawiska muzyczne takie jak na przykład retro wcielenie Amy Winehouse i jej album Back To Black. Widać, że Ronson ma rękę do wokalistów charakteryzujących się zarówno oryginalnymi głosami (Wino, Allen, Merriweather), jak i nietuzinkowymi osobowościami. Lecz nie wnikajmy tu w to, co z tego zachowania jest wyrazem zwichrowanej psychiki, a co PRowskim chwytem. Ważne, że działa i Ronson oraz jego podopieczni, są dzisiaj na topie. W związku z tym, przedstawię dzisiaj przepis na sukces Marka Ronsona. Takie małe jak on to robi, i jak TY, drogi czytelniku, możesz zmajstrować sobie Ronsonowy sukces pod postacią Stop Me w domowym zaciszu.

A zatem, do pracy! Bierzemy kawałek The Smiths, których kiedyś namiętnie słuchałam rano w drodze do szkoły. Może zaznaczę, że głos Morrissey'a, który śpiewa tak jakby za chwilę wejść do komory gazowej oraz jego teksty idącące m.in tak: Last night I dreamt/That somebody loved me/No hope, no harm/Just another false alarm albo And if a double-decker bus/Crashes into us/To die by your side/Is such a heavenly way to die RACZEJ nie grzeszą pozytywnym myśleniem, zwlaszcza gdy tu cały dzień przed tobą ... W każdym razie weźcie stąd oryginalną wersję Stop Me If You Think You've Heard This One Before z 1987 roku i przekonajcie się sami. Dorzućcie do tego You Keep Me Hangin' On, hit z roku 1966 w wykonaniu The Supremes, genialnego tria pod wodzą Diany Ross. Swego czasu przechodziłam poważne zauroczenie tym doo-wopowym brzmieniem. Pamiętam, że The Supremes stanowiły znakomitą scieżkę dźwiękową do Tolkienowskiej trylogii Władcy Pierścieni, którą w tamtym czasie czytałam. Ich piosenki rytmicznie idealnie zgrywały się z ruchem Drużyny Pieścienia po Sródziemiu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczylam film, a tu zamiast moich doo-wopów, gra cała orkiestra symfoniczna! Zajęło mi 3 części, każda średnio po 3,5 godziny, zanim się przyzywczaiłam do bardziej klasycznej muzycznej wizji. Jednak, ja tu wpadam w dygresje, a nasz Ronson jeszcze niegotowy! You Keep Me Hangin' On w oryginalnej wersji The Supremes ściągnicie tutaj .

Nie zapominajcie, że do tego wszystkiego potrzebujecie jakiegoś głosu, który będzie substancją lączącą i poskleja tę masę razem. Nalepiej byłoby, gdyby był to głos pokroju Winhouse albo Daniela Merriweathera, ale jeśli nie uda Wam się kogoś takiego dostać w sklepie, wystarczy Lily Allen. Teraz naszego Ronsona mieszamy dodając do niego nowoczesną produkcję na miarę XXI wieku, trochę klubowych dźwięków, szczyptę brzmień spod znaku urban. Et voilà, gotowe. Jakie to proste! Oczywiście, gdy dysponujemy środkami i odpowiednimi składnikami. Powinno wyjść Wam to, co na załączonym obrazku.