Jako że przepis na Marka Ronsona został już podany zajmijmy się zatem przedstawieniem jednego z jego składników. Zwie się Daniel Merriweather , ma 25 lat i pochodzi z Australii. Z wyglądu przypomina z lekka zmutowanego Robina Thicke'a, zas głosowo to Justin Timberlake, tylko że lepszy, choć ma o wiele mniej szczęścia. Daniel o, przynajmniej jak dla mnie, trudnym nazwisku wystartował w 2004 roku i do razu został okrzyknięty nadzieją autralijskiego rynku muzycznego. Skończyło się jednak na pozytywnych opiniach, 2 singlach (She's Got Me oraz City Rules) i australijskiej nagrodzie ARIA w kategorii Best Urban. Aż do czasu tegorocznego wydania Stop Me, które i tak przypisujemy na konto Markowi Ronsonowi, Daniel milczał. Okazyjnie występował gościnnie w nagraniach rodzimych artystów spod znaku R&B i Hip-Hopu, supportował Kanye Westa na jego australijskiej odnodze trasy i Justynę T. w Londynie. Bardzo możliwe, że to właśnie dzięki sukcesowi, jakie dało Danielowi Stop Me, chce on reaktywować swój debiut, bo chyba nie możemy mówić tu o powrocie, skoro tak naprawdę Daniel jeszcze nigdy nie zaistniał. I tak Merriweather, pod okiem m.in Marka Ronsona (niespodzianka, non?) i Justina Stanley'a, pracuje nad albumem, który ma ujrzeć światło dzienne w początkach 2008 roku. Podobnież ma on nosić tytuł The Fifth Season. Podobnież. Miejmy nadzieję, że Daniel ponownie nie zniknie zostawiając nas z pustymi rękami, bo byłoby szkoda talentu o takim kalibrze. W oczekiwaniu na album i w celu zapoznania się z Danielem o trudnym, jak dla mnie oczywiscie, nazwisku zapraszam na jego myspace. Jak dla mnie, chlopiec z takim glosem móglby się nigdy nie zamykać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daniel merriweather. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daniel merriweather. Pokaż wszystkie posty
wtorek, września 04, 2007
Poznajcie Daniela Merriweathera
Jako że przepis na Marka Ronsona został już podany zajmijmy się zatem przedstawieniem jednego z jego składników. Zwie się Daniel Merriweather , ma 25 lat i pochodzi z Australii. Z wyglądu przypomina z lekka zmutowanego Robina Thicke'a, zas głosowo to Justin Timberlake, tylko że lepszy, choć ma o wiele mniej szczęścia. Daniel o, przynajmniej jak dla mnie, trudnym nazwisku wystartował w 2004 roku i do razu został okrzyknięty nadzieją autralijskiego rynku muzycznego. Skończyło się jednak na pozytywnych opiniach, 2 singlach (She's Got Me oraz City Rules) i australijskiej nagrodzie ARIA w kategorii Best Urban. Aż do czasu tegorocznego wydania Stop Me, które i tak przypisujemy na konto Markowi Ronsonowi, Daniel milczał. Okazyjnie występował gościnnie w nagraniach rodzimych artystów spod znaku R&B i Hip-Hopu, supportował Kanye Westa na jego australijskiej odnodze trasy i Justynę T. w Londynie. Bardzo możliwe, że to właśnie dzięki sukcesowi, jakie dało Danielowi Stop Me, chce on reaktywować swój debiut, bo chyba nie możemy mówić tu o powrocie, skoro tak naprawdę Daniel jeszcze nigdy nie zaistniał. I tak Merriweather, pod okiem m.in Marka Ronsona (niespodzianka, non?) i Justina Stanley'a, pracuje nad albumem, który ma ujrzeć światło dzienne w początkach 2008 roku. Podobnież ma on nosić tytuł The Fifth Season. Podobnież. Miejmy nadzieję, że Daniel ponownie nie zniknie zostawiając nas z pustymi rękami, bo byłoby szkoda talentu o takim kalibrze. W oczekiwaniu na album i w celu zapoznania się z Danielem o trudnym, jak dla mnie oczywiscie, nazwisku zapraszam na jego myspace. Jak dla mnie, chlopiec z takim glosem móglby się nigdy nie zamykać.
Zamieścił/a
emm!
0
komentarzy
Etykiety daniel merriweather, justin timberlake, kanye west, mark ronson
niedziela, września 02, 2007
Przepis na jednego Marka Ronsona na wiele osób
35-letni Mark Ronson to niezaprzeczalnie jeden z najbardziej oryginalnych producentów ostatnich miesięcy. To spod jego ręki wychodzą intrygujące zjawiska muzyczne takie jak na przykład retro wcielenie Amy Winehouse i jej album Back To Black. Widać, że Ronson ma rękę do wokalistów charakteryzujących się zarówno oryginalnymi głosami (Wino, Allen, Merriweather), jak i nietuzinkowymi osobowościami. Lecz nie wnikajmy tu w to, co z tego zachowania jest wyrazem zwichrowanej psychiki, a co PRowskim chwytem. Ważne, że działa i Ronson oraz jego podopieczni, są dzisiaj na topie. W związku z tym, przedstawię dzisiaj przepis na sukces Marka Ronsona. Takie małe jak on to robi, i jak TY, drogi czytelniku, możesz zmajstrować sobie Ronsonowy sukces pod postacią Stop Me w domowym zaciszu.
A zatem, do pracy! Bierzemy kawałek The Smiths, których kiedyś namiętnie słuchałam rano w drodze do szkoły. Może zaznaczę, że głos Morrissey'a, który śpiewa tak jakby za chwilę wejść do komory gazowej oraz jego teksty idącące m.in tak: Last night I dreamt/That somebody loved me/No hope, no harm/Just another false alarm albo And if a double-decker bus/Crashes into us/To die by your side/Is such a heavenly way to die RACZEJ nie grzeszą pozytywnym myśleniem, zwlaszcza gdy tu cały dzień przed tobą ... W każdym razie weźcie stąd oryginalną wersję Stop Me If You Think You've Heard This One Before z 1987 roku i przekonajcie się sami. Dorzućcie do tego You Keep Me Hangin' On, hit z roku 1966 w wykonaniu The Supremes, genialnego tria pod wodzą Diany Ross. Swego czasu przechodziłam poważne zauroczenie tym doo-wopowym brzmieniem. Pamiętam, że The Supremes stanowiły znakomitą scieżkę dźwiękową do Tolkienowskiej trylogii Władcy Pierścieni, którą w tamtym czasie czytałam. Ich piosenki rytmicznie idealnie zgrywały się z ruchem Drużyny Pieścienia po Sródziemiu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczylam film, a tu zamiast moich doo-wopów, gra cała orkiestra symfoniczna! Zajęło mi 3 części, każda średnio po 3,5 godziny, zanim się przyzywczaiłam do bardziej klasycznej muzycznej wizji. Jednak, ja tu wpadam w dygresje, a nasz Ronson jeszcze niegotowy! You Keep Me Hangin' On w oryginalnej wersji The Supremes ściągnicie tutaj .
Nie zapominajcie, że do tego wszystkiego potrzebujecie jakiegoś głosu, który będzie substancją lączącą i poskleja tę masę razem. Nalepiej byłoby, gdyby był to głos pokroju Winhouse albo Daniela Merriweathera, ale jeśli nie uda Wam się kogoś takiego dostać w sklepie, wystarczy Lily Allen. Teraz naszego Ronsona mieszamy dodając do niego nowoczesną produkcję na miarę XXI wieku, trochę klubowych dźwięków, szczyptę brzmień spod znaku urban. Et voilà, gotowe. Jakie to proste! Oczywiście, gdy dysponujemy środkami i odpowiednimi składnikami. Powinno wyjść Wam to, co na załączonym obrazku.
A zatem, do pracy! Bierzemy kawałek The Smiths, których kiedyś namiętnie słuchałam rano w drodze do szkoły. Może zaznaczę, że głos Morrissey'a, który śpiewa tak jakby za chwilę wejść do komory gazowej oraz jego teksty idącące m.in tak: Last night I dreamt/That somebody loved me/No hope, no harm/Just another false alarm albo And if a double-decker bus/Crashes into us/To die by your side/Is such a heavenly way to die RACZEJ nie grzeszą pozytywnym myśleniem, zwlaszcza gdy tu cały dzień przed tobą ... W każdym razie weźcie stąd oryginalną wersję Stop Me If You Think You've Heard This One Before z 1987 roku i przekonajcie się sami. Dorzućcie do tego You Keep Me Hangin' On, hit z roku 1966 w wykonaniu The Supremes, genialnego tria pod wodzą Diany Ross. Swego czasu przechodziłam poważne zauroczenie tym doo-wopowym brzmieniem. Pamiętam, że The Supremes stanowiły znakomitą scieżkę dźwiękową do Tolkienowskiej trylogii Władcy Pierścieni, którą w tamtym czasie czytałam. Ich piosenki rytmicznie idealnie zgrywały się z ruchem Drużyny Pieścienia po Sródziemiu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczylam film, a tu zamiast moich doo-wopów, gra cała orkiestra symfoniczna! Zajęło mi 3 części, każda średnio po 3,5 godziny, zanim się przyzywczaiłam do bardziej klasycznej muzycznej wizji. Jednak, ja tu wpadam w dygresje, a nasz Ronson jeszcze niegotowy! You Keep Me Hangin' On w oryginalnej wersji The Supremes ściągnicie tutaj .
Nie zapominajcie, że do tego wszystkiego potrzebujecie jakiegoś głosu, który będzie substancją lączącą i poskleja tę masę razem. Nalepiej byłoby, gdyby był to głos pokroju Winhouse albo Daniela Merriweathera, ale jeśli nie uda Wam się kogoś takiego dostać w sklepie, wystarczy Lily Allen. Teraz naszego Ronsona mieszamy dodając do niego nowoczesną produkcję na miarę XXI wieku, trochę klubowych dźwięków, szczyptę brzmień spod znaku urban. Et voilà, gotowe. Jakie to proste! Oczywiście, gdy dysponujemy środkami i odpowiednimi składnikami. Powinno wyjść Wam to, co na załączonym obrazku.
Zamieścił/a
emm!
1 komentarzy
Etykiety amy winehouse, daniel merriweather, lily allen, mark ronson, the smiths, the supremes
Subskrybuj:
Posty (Atom)
